Witajcie Moi Drodzy!
Nowy dzień, nowe możliwości. Piękna pogoda zachęcała do wędrówki. Ogarnęliśmy więc szybkie śniadanie, bo to na szczęście zostało zaserwowane. Jak zwykle herbata miast kawy, ale taki szczegół nie był w stanie zepsuć mojego humoru podczas wyprawy. Napiłem się wody, obiecując sobie jednocześnie, że wypiję małą czarną na pierwszym postoju.
Wyruszyliśmy na południe w kierunku bardzo popularnej miejscowości o nazwie Antalya. Gdybym pojechał wprost do celu to lunch jedlibyśmy już pośród tabunu turystów. Jeżeli czytacie moje teksty, to zapewne doskonale już wiecie, że to zupełnie do mnie nie pasuje. Muszę się poszlajać po bezdrożach, tam gdzie „normalni” turyści nie docierają.
Minęliśmy więc Antalya i pojechaliśmy dalej w kierunku Morza Śródziemnego. Dotarliśmy do Yanartas Milli Parki, a dokładniej do podnóża Mount Chimera. Parking praktycznie pusty. Ludzi było nie widać. Doskonale. Tak jak lubię, czyli bez tłoku. Za wejście na górę trzeba było zapłacić kilka groszy. Bilet normalny dla dorosłej osoby, to koszt raptem 150 TRY, czyli niecałe 12 złotych. Tuż przed wejściem moją uwagę przykuła reklama. Robi wrażenie i zachęca do rozpoczęcia poszukiwań ów mitycznej chimery. Według jakiegoś artysty wygląda ona tak …

Jestem przekonany, że przyznacie mi rację, iż jest to urocza istota, którą każdy z nas chciałby spotkać na swej drodze. Chociażby po to, by móc się później chwalić wszem i wobec selfie z tak sławną personą. Znam kilka osób, które twierdzą, że ją już spotkało, a nawet zdążyło się z takową rozwieźć 🤣
Bilet został schowany w kieszeń. Oczywiście po powrocie z wyprawy wylądował jako ważna pamiątka na mojej korkowej ścianie. Tam właśnie umieszczam za pomocą pinezek tego typu drobiazgi, które mają dla mnie wartość sentymentalną. Każda z takich pamiątek przypomina mi kolejne podróże. Pozostało już tylko i aż się wspiąć pod górę. Jeżeli znaki przymocowane do drzew nie kłamały, to tylko 1000 metrów. Zapowiadał się cudowny spacer w przepięknych okolicznościach przyrody.

Po raz kolejny szybko zdążyłem się przekonać, a raczej przypomnieć sobie, że buty motocyklowe nie są dobrym obuwiem to takich wędrówek. Najlepsze byłyby jakieś trekkingowe, lecz wyprawy motocyklowe rządzą się swoimi prawami, więc z uśmiechem na twarzy wędrowałem dalej. Nie było źle. Miejscami nawet były schody.

I co z tego, że lekko wyeksploatowane. Nie zapominajmy Moi Drodzy, że budowano je dawno temu. Szacuje się, iż był to III lub II wiek p.n.e. Jestem więcej niż pewien, że aktualna technologia nie pozwala za wybudowanie czegokolwiek, co przetrwałoby chociaż połowę tego czasu. Należy pamiętać również o tym, że nie prowadzono tam od baaaaardzo dawna żadnych prac konserwacyjnych, jeżeli w ogóle kiedykolwiek.
Nim dotarłem do celu byłem mokry, jak pies po wyjściu z bagna. Nie! Nie padało 😉 Było po prostu strasznie ciepło, a mając na grzbiecie skórzaną kurtkę można się nieco zgrzać. Powiem Wam jednak, że warto było się przespacerować. Widok był i jest fascynujący, tak jak samo zjawisko płonących skał. Mogę się tylko domyślać, jak niesamowite wrażenie to robiło na ludziach kilka tysięcy lat temu. Bez wątpienia traktowali to zjawisko, jako dzieło bogów, takich czy innych. Nawet dzisiaj, gdy już doskonale wiemy na czym to polega oraz dokładnie potrafimy je wytłumaczyć ten fenomen, jak wiele innych „cudów” przyrody. Nie musimy szukać wytłumaczenia w magii lub działaniu boskim. Pomimo tego i tak jest przerażająco dużo ludzi na świecie, którzy i tak będą wierzyć w boga, bo nauka jest dla ich ciasnych umysłów zbyt niezrozumiała. Łatwiej zrzucić wszystko na boskie działanie i być z tego dumnym. Smutne to niebywale, lecz cóż zrobić. Można tylko współczuć takim jednostkom gargantuicznego wręcz poziomu ignorancji oraz głupoty.
Zatem dla tych wszystkich, którzy wierzą w bóstwa. Przedstawiam Wam tajemniczą postać, która potrafi rozpalić umysłem nawet skały 🤣

Nacieszyłem się widokami. Zrobiłem kilka fotek specjalnie dla Was Moi Drodzy. Teraz mogłem zejść na dół i wreszcie napić się kawy. Schodzenie jest gorsze niż wspinaczka. Windy nie było, więc trzeba było maszerować. U podnóża góry na zaimprowizowanej pośród drzew restauracji z rozstawionymi dla zmęczonych turystów stolikami, można się było wypić jedynie świeżo wyciskany sok pomarańczowy. Kawa oraz cokolwiek do zjedzenia oczywiście jest dostępne, ale dopiero w sezonie turystycznym. Ochłonąłem więc po szybkim marszu, nim pojechaliśmy dalej.
Nie pojechałem wprost do Antalya 😉 No przecież to byłoby nudne! Zajechałem do Göynük Canyon. Jest to miejsce, mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Górą Chimery, a Antalyą właśnie. Przepiękny, niesamowity kanion. Jest to obszar, który bezapelacyjnie warto odwiedzić, by obcować z przyrodą.

Tuż za bramą zostałem przywitany przez pawie, nazywane również królewskimi ptakami. Zupełnie nie przejmowały się chodzącymi obok ludźmi. Były zajęte swoimi sprawami. Jeden z samców adorował potencjalne partnerki, kusząc je wspaniałym, szeroko rozłożonym ogonem. Bez wątpienia nie był to pokaz wdzięków dla mnie. Okazał mi to bardzo dobitnie. Cały czas odwracał się do mnie kuprem, pomimo tego, iż próbowałem zajść go z przodu, aby zrobić ciekawe zdjęcie.
Bilety i w tym przypadku nie były drogie. Jeżeli mnie Alzheimer nie myli, to zapłaciłem 200 TRY, czyli nieco ponad 15 PLN za osobę. Zakładając, że informacje umieszczone przy kasie są prawdziwe, to ścieżek, którymi można wędrować po tym parku jest ponad 500 km. Tyle to ja mogę przejechać motocyklem, ale na pewno nie chodzić. Jednak mały spacer, aby móc nacieszyć oczy oraz tak zwaną duszę wspaniałości natury, jak najbardziej był w planie.
Przy głównym szlaku co kilkadziesiąt kroków można było cieszyć oko nie tylko zielenią, pięknymi skałami, płynącą obok górską rzeką, lecz również takimi oto rzeźbami.

Może nie znam się na sztuce, lecz to wzbudziło mój prawdziwy podziw. Wynikał on nie tylko z kunsztu wykonania postumentu, lecz w dużej mierze dlatego, że wykonano go z gałęzi, patyków. Jak sami widzicie, jedyną obróbką materiału wykonany ludzką ręką jakiej dokonano, to przycięcie na odpowiednią długość. Poza tym umocowano je tylko w odpowiednim miejscu, aby stworzyły, taki oto wspaniały obraz przestrzenny. Takich rzeź było całkiem sporo. Każda inna, lecz równie zachwycająca. Nie mniej niż sama przyroda dookoła.

Można by tam chodzić faktycznie w nieskończoność i zachwycać się, co róż nowym widokiem. Na to jednak nie miałem czasu. W końcu to wyprawa motocyklowa, a nie piesza. Dostrzegłem w pewnym momencie most linowy i musiałem go pokonać. Obrawszy nowy cel ruszyłem dalej w celu pokonania nowego wyzwania.

Film z przekraczania tej kładki możecie zobaczyć na YT na moim kanale „Motopisarz”. Został nagrany w jakości 4K i formacie 360 stopni. Dzięki temu możecie tak naprawdę zobaczyć wszystko dookoła, jakbyście byli tam sami. Polecam serdecznie! Napiszcie w komentarzu, czy Wam się podobało 😉
Po drugiej stronie szybko natknąłem się na nowy drogowskaz wskazujący kierunek drogi do wodospadu. Głupi ja! Nie mogłem sobie odmówić również tej przyjemności i musiałem tam podążyć. Znów niby tylko 1500 metrów, lecz pokonanie takiej odległości pieszo, w upale, w odzieży motocyklowej to i tak nie lada wyzwanie. Jakże szybko zapomniałem, ile mnie kosztowało wdrapanie się kilka godzin wcześniej na Mount Chimera 😉
Widoki jakie ukazały się moim oczom zrekompensowały jednak ból nóg, obtarte palce oraz zadyszkę, która pojawiła się podczas wchodzenia pod górę. A może się mylę? Jak sądzicie? 🤔

I jeszcze taki

Do Antalya dotarliśmy późnym popołudniem, a praktycznie pod wieczór. Zmęczeni, lecz szczęśliwi. Ja na pewno! Wiele ciekawych miejsc zostało zwiedzone. Pojeżdżone motocyklem. Fantastycznie! Graty zostawione, jak zwykle w hotelu. Motocykle na bezpiecznym parkingu, więc można było iść na spacer po mieście, a przy okazji poszukać czegoś ciekawego na kolację.

Gdzie nie spojrzeć takie same lokale, a raczej oferujące taki sam asortyment. Praktycznie nie było innych sklepów. Całe ulice wyglądały tak samo. W pewnym momencie pojawiła mi się w głowie myśl, że w Turcji nikt nie ładuje telefonu, tylko jak padnie bateria. Tam ludzie chyba po prostu kupują nowy aparat. No bo jak inaczej wytłumaczyć taką ilość sklepów sprzedających smartfony?
Z tym widokiem powróciły natychmiast wspomnienia z innej wyprawy po Azji. Była to restauracja ulokowana pod przejściem dla pieszych. W Polsce nigdy i nigdzie nie widziałem takiego rozwiązania, lecz w Azji już tak. Konkretnie w Wietnamie i to nie raz. Doskonały pomysł i wykorzystanie miejsca.

Chciałem tam coś zjeść, lecz niestety było nieczynne. Powodowany narastającym głodem wyszukałem dobrze ocenianą restaurację na mapach google. Poszedłem w kierunku wskazywanym przez GPS, chociaż miałem w pamięci poprzednią sytuację, gdy w ten sam sposób chciałem dotrzeć do restauracji. Tym razem byłem jednak w dość dużym mieście i co ważniejsze bardzo popularnym turystycznie, więc liczyłem na sukces.
W tym przypadku jednak to ja zawiodłem mapy. Nie był to akt jakiejkolwiek dziwnej zemsty 😉 Po prostu po drodze natrafiłem na lokal, który wpadł mi w oko. Tam się zatrzymaliśmy. To był doskonały wybór, gdyż po wielu latach oczekiwania w końcu miałem okazję ponownie zjeść fantastyczną zupę – Szkembe Czorba. Uwielbiam ją! Do tej pory byłem pewny, że znajdę ją tylko w Bułgarii. Taka niespodzianka! WOW!
Już kiedyś pisałem o tej potrawie, więc nie będę Was zanudzał. Niemniej jednak, jeżeli będziecie mieli okazję skosztować serdecznie polecam. Albo się zakochacie w tym daniu, jak ja, albo nie przejdzie wam przez gardło.

Najedzony, a zatem i szczęśliwy postanowiłem jeszcze pospacerować po mieście. Niestety takie miejsca, jak to miasto nie mają dla mnie żadnego uroku. Są tak mocno nastawione na turystów, że się w tym pędzie zatracają. Przez to nie mają nic ciekawego do zaoferowania komuś takiemu jak ja, czyli człowiekowi nie będącemu delikatnie mówiąc, fanem szeroko rozumianego All Inclusive.
Na dziś to już koniec, ale w przyszły piątekbędzie znów wiele atrakcji. Jakich? To oczywiście niespodzianka, lecz aby Was nieco pokusić i zachęcić do zajrzenia tu za tydzieńwspomnę tylko, że będą wielbłądy, nietoperze, wodospady, góry, a także tajemnicze miejsca oraz osoby 😉
Mam nadzieję, że pobudziłem Waszą ciekawość 😉
Tymczasem życzę udanego weekendu.
Nim jednak zamkniecie ów kartę zajrzycie proszę do galerii, gdyż wpadła tam nowa porcja zdjęć. Nie zapomnijcie również luknąć na YT, na mój kanał. Subskrybujcie, lajkujcie oraz polecajcie znajomym!
LwG 🤟
