Białe szaleństwo
Zima. Z czym się kojarzy ta pora roku? Z wesołą zabawą na stoku narciarskim? Z lepieniem bałwana i zjeżdżaniem na sankach? Śmiganiem na łyżwach po lodowisku? Zapewne tak, lecz dla motocyklisty, to okres depresji. Niemalże traumy! Wiem, o czym mówię, bo sam doświadczam tego koszmarnego stanu co roku.
Dla mnie zima to czas, kiedy motocykl stoi w garażu podpięty do prostownika, ustawionego na tryb zimowy, aby nie padł akumulator. Sam najchętniej bym się podpiął pod taką maszynę, która będzie utrzymywać wycieńczony oczekiwaniem na wiosnę organizm.
Nie wyjedziesz nawet na krótką przejażdżkę, bo wszędzie leży to białe paskudztwo. Ponadto niskie temperatury uniemożliwiają bezpieczną jazdę, o frajdzie nie wspominając. Oczywiście można się odpowiednio ubrać, włączyć grzanie manetek oraz kanapy, aby tyłek nie marzł. Wszystko da się. Oczywiście, lecz co z tego jak opona nie klei się do asfaltu. Ten jest z reguły w tym czasie pokryty śniegiem, lodem, zamarzniętym błotem pośniegowym, a w najlepszym przypadku wodą o temperaturze bliskiej zamarzaniu. Sama myśl o jeździe po takiej nawierzchni nasuwa bolesną wizję gleby o ostrych zakrętach nie wspominając.
Każde spojrzenie za okno, na to białe paskudztwo powoduje ścisk motocyklowego serca. Z gardła potrafi się wyrwać niekontrolowany jęk zawodu oraz tęsknoty za pierwszymi promieniami wiosennego słońca, które osuszy drogi oraz podniesie słupek rtęci w termometrze za oknem powyżej przynajmniej dziesięciu kresek.
Chodzimy jak struci odliczając każdy dzień, jak dzieciaki czekające na gwiazdkę, a raczej prezenty, które spodziewają się znaleźć pod choinką. Odwiedzamy swoje ukochane maszyny w garażu i rozmawiamy z nimi, niczym z kochanką obiecując, że jeszcze chwila, jeszcze kilka tygodni i znów będziemy razem śmigać pokonując kolejne kilometry. Czując się jak alkoholicy na głodzie, gdyż nie możemy zaspokoić pragnienia.
Każdy motocyklista radzi sobie z tym problemem inaczej. Ci najtwardsi z nas, zaciskają zęby i po prostu czekają. Inni godzinami wgapiają się w ekrany smartfonów, monitorów, czy telewizory oglądając zdjęcia oraz filmy z własnych wypraw motocyklowych. Niektórzy wyszukują filmów w internecie, które są nagrywane z punktu widzenia kierowcy motocykla, starając się choć na chwilę poczuć, jakby jechali jednośladem. Są też tacy, jak ja którzy ślęczą nad mapami wytyczając trasy i snując plany wypraw motocyklowych na kolejny sezon.
Jeżeli dojrzycie dorosłego faceta, który wpatruje się w krajobraz za oknem, a po policzku spływa mu łza, nie śmiejcie się z niego. To najprawdopodobniej motocyklista, który cierpi w milczeniu i czeka niecierpliwie na wiosnę. Podejdźcie do niego. Poklepcie po ramieniu i wyszeptajcie te oto słowa: „Jeszcze chwila i znów będzie sezon!”. Zapewniam, że doceni ten gest.
Śnieg to dla mnie nie tylko przeszkoda w realizowaniu pasji, ale również dodatkowe uprzykrzenie życia. Wraz z tym białym g…. pojawiają się dodatkowa robota polegająca na konieczności odśnieżania samochodu, bo smutne niebieskie ludziki tylko czekają, aby pod pretekstem bezpieczeństwa wlepić kolejny mandat, bo trzeba przecież uzbierać na premię. Ponadto, co mnie osobiście doprowadza do pasji i jestem gotów dobyć miecza i wysiekać znakomitą większość pseudo kierowców, którzy nie potrafią jeździć. Jak tylko robi się biało jeżdżą zawalidrogi po 20 km na godzinę, bo się boją, zamiast siedzieć z dupą w domu lub poruszać się komunikacją miejską. Ale nie! Trzeba wsadzić tyłek w samochód i stwarzać zagrożenie na drodze, bo przecież nie przyzna się taki imbecyl jeden z drugim, że się boi i nie potrafi jeździć i będzie się pchał za kółko. Masakra!!!
Zaraz, ktoś mi zarzuci, że zima jest cudowna i pozwala podziwiać przepiękne krajobrazy okraszone mieniącymi się na śniegu promieniami słońca. Może dla kogoś to ładny widok. Ja osobiście uważam, że biały to nie kolor. To podkład! 😉 Ponadto preferuję inne obrazy, a te najlepsze są do zobaczenia z poziomu mknącego motocykla.
Po cichu liczę, że wraz ze zmianami klimatu już niedługo temperatura nie będzie spadać poniżej piętnastu stopni, a co za tym idzie nie będzie konieczności odstawiania motocykla na przezimowanie. Jeżeli jednak tak się nie stanie, to z każdym rokiem coraz poważniej myślę, aby się przenieść gdzieś na południe. Tam gdzie będzie cieplej, a jazda motocyklem całym rokiem nie będzie tylko marzeniem, lecz realną możliwością.
Zatem Moi Drodzy! Wszyscy, którzy tak samo jak ja oczekują wiosny i nieco wyższych temperatur, trzymajcie się! Jest już bliżej wiosny niż dalej! Damy radę!
