Egzaminy kat. „A”

Aura w tym roku się uparła, aby uprzykrzać życie motocyklistom. Mróz i pełno śniegu, przynajmniej w okolicy, w której mieszkam doprowadza mnie do pasji. Pierwszy raz od kilku dobrych lat nie udało mi się wyjechać na chociażby krótką przejażdżkę pierwszego dnia stycznia. To taka mała tradycja, której wraz z kumplem hołdujemy, aby dobrze rozpocząć nowy rok. Nie ma wyjazdów, więc tym samym nie ma nowych zdjęć. Wybaczcie. Wszystkie wcześniejsze możecie pooglądać w galerii oraz na moim FB. Zapraszam serdecznie do zapoznania się z nimi, jak i komentowania 😉

Zgodnie z obietnicą, dziś podzielę się z Wami swoim zdaniem oraz doświadczeniami związanymi z funkcjonowaniem WORD-ów w Polsce. Głównie z patologią związaną z egzaminami na kat. „A”. Zapewne znajdzie się wiele osób, które uznają, że używam zbyt mocnych słów stosując określenie „patologia”. Jeżeli tak jest napisz proszę w komentarzu. Jeżeli z kolei ktoś poczuje się osobiście dotknięty moimi słowami to trudno. Mówienie prawdy zawsze jest niefajne i wielu nie pasuje. Zapewniam, że z racji udostępniania tego tekstu w przestrzeni publicznej i tak powstrzymuję się od używania słów powszechnie uznanych za obelżywe, chociaż to co się wyrabia w tych ośrodkach (oczywiście nie wszystkich), aż prosi się o kontrolę jednostek nadzorujących te organy oraz prokuraturę!

Egzamin na prawo jazdy w Polsce jest bardzo skomplikowany, jak niemal wszystko w tym kraju. Biurokracja została u nas rozwinięta do poziomu „Master”. Za cokolwiek byśmy nie chcieli się zabrać, wszystko jest obwarowane tysiącami przepisów, bardzo często sprzecznych ze sobą. Nic nie da się zrobić, ani załatwić bez ogromu papierologii. Zewsząd słyszymy o konieczności ochrony środowiska. Obciąża się nas (obywateli) niezliczonymi podatkami związanymi z tym tematem, takimi jak opłaty klimatyczne, system kaucyjny za opakowania zwrotne itd. Zmusza się nas do wymiany standardowych systemów ogrzewania na te rzekomo ekologiczne, pozwalając jednocześnie molochom typu huty, kopalnie, elektrownie funkcjonować bez przeszkód na starych zasadach. Oni mogą spalać paliwa kopalne, takie jak węgiel, ropa w gigantycznych ilościach. Te firmy są przecież mniej uciążliwe dla przyrody, niż mały piec u Kowalskiego w domu. Najgorsza jednak jest urzędnicza hipokryzja. Od lat słyszymy „ochrona środowiska” i wyciąganie pieniędzy od ludzi na ten cel (Jestem bardzo za ochroną środowiska i ekologią szeroko rozumianą! Nie chciałbym, aby moje słowa zostały żel zrozumiane i ktokolwiek mnie uznał za przeciwnika ekologii.) ze strony urzędów wszelakiej maści. Z drugiej zaś strony wszystko chcą mieć na papierze. W dobie internetu, życia cyfrowego nie da się według nich nic załatwić on line. To znaczy da się, ale i tak na papierze musi być. Jak nie ma papierka w formie fizycznej to nie istnieje. Dlaczego tak jest? Oczywiście mogę się mylić, ale obstawiam, że to chodzi o to, aby się obłożyć papierami w pracy, bo wtedy widać, że taki urzędas jest zarobiony. Tony papierów zawalają biurko. Zlikwidujmy połowę dokumentów, a okaże się większość gryzipiórków jest zbędna i trzeba będzie zabrać się do uczciwej pracy.

Główny problem z systemem egzaminacyjnym polega na tym, że głównie w przypadku kat. „A”, czyli uprawniającą do prowadzenia motocykli o pojemności powyżej 125 ccm, mamy najbardziej skomplikowany na całym świecie. Patologia, o której już wspomniałem przejawia się między innymi w tym, że skuterkiem o pojemności do 50 ccm można jeździć bez prawa jazdy. Nie jest wymagana nawet karata rowerowa. Co to oznacza w praktyce? Że nie znając przepisów ruchu drogowego (nawet podstawowych znaków) , można się poruszać po drogach publicznych. Zatem ktoś nie mający najmniejszego pojęcia o zasadach ruchu drogowego może się poruszać po ulicach, niejednokrotnie stwarzając zagrożenie dla innych uczestników ruchu. W głowie się nie mieści! Rozumiem, że ktoś robi sporą kasę na tym, że może sprzedawać takie pojazdy, więc wszystko jest ok.

Sam egzamin na interesującą nas kategorię to jakiś absurd. Podzielony jest na trzy części. Teoretyczną. Ok. tu nie mam większych zastrzeżeń, chociaż od lat słyszy się o kretyńskich wręcz pytaniach, typu jaki jest rozmiar tablicy rejestracyjnej. Jakby to było komukolwiek do czegokolwiek potrzebne. Część praktyczna jest podzielona na kolejne dwie. Tak zwany plan oraz jazda po mieście.

Plac to zbiór kretynizmów oraz idiotyzmów nastawiony tylko na to, aby oblać kursanta. Zacznijmy od pierwszego elementu, czyli tak zwane wyprowadzenie pojazdu z garażu. Nie będę się czepiał szczegółów związanych z bezpieczeństwem, takich jak prowadzenie maszyny stojąc z boku, zamiast wyprowadzenie siedząc na niej, bo przecież z założenia wszyscy jeździmy małymi, lekkimi pierdkami o masie 250 ccm. Nie będę pytał również, co autor miał na myśli, gdy wymyślał, że pojazd trzeba wyprowadzić na trzy razy. Trzeba utrudniać, bo w rzeczywistości, kogo obchodzi ile razy będę sobie cofał i podjeżdżał do przodu motocyklem w swoim garażu. Powiem Wam w tajemnicy, że ani razu. Tak parkuję motocykl, aby wyjechać od razu. Bez konieczności przestawiania motocykla. Przyjmuję również do wiadomości fakt, że niektórych myślenie boli, więc stąd takie pomysły. Uwagę należy jednak zwrócić na mały, ale jakże istotny szczegół przy tym zadaniu. „Garaż” jest wyznaczony przez wymalowane pasy białą linią w kształcie litery T. Zgodnie z wymogami wykonania tego zadania na egzaminie, kursant ma stać obok motocykla. Tym samym stoi na linii, czyli zgodnie z założeniem na ścianie, a raczej w ścianie. Egzaminator nie ma z tym najmniejszego problemu, ale jak tylko wjedziesz na linię od razu podnosi krzyk, że uszkodziłeś motocykl o ścianę. Rozdwojenie jaźni, czy tylko skrajna głupota oraz hipokryzja, mająca na celu głównie wyciąganie od biednych kursantów kasy za oblany egzamin?

Kolejny element to slalom wolny. Po co? przecież tak się nie jeździ w realu. Dobra. Nie będę się czepiał. Niechaj będzie tłumaczenie, że to sprawdzenie jak się panuje nad motocyklem. Kolejny element slalom szybki. Kolejny kretynizm. W prawdziwym życiu za podobne manewry na drodze otrzymasz mandat, za stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym. Tu egzaminator tłumaczy, że masz omijać przeszkodę. Na drodze jednak, gdy zauważę przeszkodę to zwolnię i nie będę szarżował, bo liczy się moje bezpieczeństwo. Nawet jeżeli zauważę, ją zbyt późno, bo na przykład wyskoczy mi pies pod koła lub coś będzie na drodze za zakrętem, to zwolnię lub się zatrzymam po ominięciu pierwszej przeszkody, a nie będę szalał omijając kolejne. Przypadek, czy kolejny element, na którym łatwo oblać kursanta? 🤔

Do tego tak zwane ósemki, ruszanie pod górę przy użyciu hamulca nożnego, a nie tego, który dla mnie jest wygodniejszy, a zatem daje większe bezpieczeństwo. To kolejne elementy, które mają za zadanie utrudniać zdanie egzaminu. Wszystko to robione jest w jednym celu. W jakim? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W tym konkretnym przypadku jest to, aż nader widoczne i oczywiste.

Czepiam się? Tak myślicie? Ok. No to lecimy dalej. Bardzo ważny jest fakt, że każde podejście do egzaminu jest płatne. Aktualnie za egzamin praktyczny należy uiścić opłatę w wysokości 230,00 PLN. To nie jest mała kwota! Niezależnie od wyniku egzaminu płatność jest wymagana. Należy ją uiścić przed umówieniem terminu. W przeciwnym przypadku nie ma możliwości otrzymania daty i godziny testu. Zatem po oblanym egzaminie z jakiegokolwiek powodu konieczne jest dokonanie kolejnej płatności, aby móc podejść po raz kolejny. Nie byłoby w tym nic złego i nie rodziło nie tylko wątpliwości, ale co najgorsze chorego systemu, gdyby nie fakt, że instruktorzy mają płacone za każdy przeprowadzony egzamin. Nie za każdy pozytywnie zaliczony, lecz za każdy przeprowadzony! Mają więc uzasadniony interes, aby zdawalność była jak najniższa, bo to dla nich generuje dodatkowy zarobek. Mówiąc wprost, to system jest korupcjogenny. Egzaminator ma żywotny interes, aby powtarzać egzaminy!

Niestety miałem okazję się o tym przekonać osobiście niejednokrotnie. Kilka ładnych lat temu, gdy jeszcze jeździłem, jako kierowca zawodowy z racji pokonywanych kilometrów uzbierało się kilka mandatów w ciągu roku. Drobiazgi. Przekroczenie prędkości, paradoksalnie za każdym razem nie więcej niż 20 km/h. Tak, czy inaczej okazało się, że zebrałem komplet punktów i zamiast otrzymać czajnik, zabrano mi uprawnienia. Oczywiście na wszystkie kategorie. Wtedy niestety konieczne było ponowne podejście do egzaminu. Chociaż wydawać by się mogło to niemożliwe, to bardziej opłacało się stracić prawo jazdy za jazdę po pijaku niż za punkty. Niemożliwe? A jednak! Na usta ciśnie się cały potok niecenzuralnych słów, aby wyrazić opinie na ten temat. Zaoszczędzę Wam tego. Za punkty utrata prawka z automatu i na egzamin. Nieważne, że drobne wykroczenia, czy poważniejsze przewinienia. Bez prawka tracisz robotę i nikogo to nie obchodzi. Kara musi być. Jak jechało się po przysłowiowym kielichu sprawa trafiała do sądu. Ta jakże fantastyczna instytucja (sąd powszechny) karała takiego delikwenta. A jakże. Nie potrafię jednak zrozumieć dlaczego sądy pozostawiały w takim przypadku jedną kategorię winnemu tego wykroczenia. Na przykład kat. C lub C+E. Tłumaczenie? No, żeby taki człowiek nie utracił pracy, bo z czego będzie żył. Mówiąc po ludzku, nasze kochane sądy i cały system twierdził, że jadąc pod wpływem alkoholu i będąc potencjalnym mordercą (nazywajmy rzeczy po imieniu) musi być chroniony i nie może stracić pracy. Sami powiedzcie, jak to inaczej nazwać niż patologią?!? Nie, nie są to opowieści wyssane z palca. Poznałem osobiście kilka osób, które tak właśnie zostały „ukarane” przez polskie sądy. Większość z nich poznałem w WORD-zie w czasie oczekiwania na kolejny egzamin.

I tu możemy płynnie przejść do kolejnego absurdu. Teoretycznie egzaminator nie ma wiedzy, czy kursant podchodzi po raz pierwszy do egzaminu, czy powtarza, bo zostały mu odebrane uprawnienia z jakiegokolwiek powodu. Bzdura! Sami mówią o tym wprost, że mają taką wiedzę. Oczywiście nikt się do tego nie przyzna wprost, gdyż należy się trzymać oficjalnej wersji. Dokładnie tak samo jest z mandatami wystawianymi przez drogówkę. Tajemnicą poliszynela jest to, że policjanci z drogówki mają wyznaczone limity mandatów do wystawienia. Nie zrobią minimum, to nie ma premii, ale to już inny temat.

Sam słyszałem kilka razy (oczywiście musiałem wielokrotnie podchodzić do egzaminu, bo kasa musi się zgadzać) pytanie na egzaminie zadane przez egzaminatora – Czym jeździsz? Wtedy miałem wspaniałą Hondę Shadow VT 750 C. Na tym nie zrobiłbyś nawet jednej ósemki – słyszałem w odpowiedzi oraz podobne w tym stylu. Wdając się w rozmowę na ten temat w czasie egzaminu, bezpardonowo mi mówiono, że widać iż umiem jeździć. Za każdym razem padało naiwne pytanie z mojej strony – W czym zatem problem? – Bo umiesz jeździć! – bezczelna i chamska odpowiedź powalała z nóg. I tu pojawia się moja teoria, o której słuszności jestem pewien i mogę się założyć o każde pieniądze, że mam rację. Mianowicie. Świeżak zaraz po kursie podejdzie do egzaminu raz, drugi może trzeci, ale jak go będą ciągle oblewać to zrezygnuje i tyle. Jeżeli jednak masz motocykl i zabrali ci uprawnienia to szansa, że sprzedasz maszynę, bo nie możesz zdać egzaminu jest praktycznie równa zeru. Zatem będziesz podchodził do upadłego i płacił. I o to właśnie chodzi w tym całym „przestępczym” procederze. Bo jak inaczej go nazwać? 🤔

Najgorsza zdawalność od wielu już lat na kategorię „A” w całej Polsce jest w Toruniu. Też tam walczyłem. Dlaczego tam jest tak źle? Między innymi dlatego, że plac manewrowy jest zlokalizowany, żeby nie powiedzieć ukryty za sporej wielkości budynkiem. Nie wpuszcza się tam na egzamin nikogo poza egzaminatorem oraz egzaminowanym. Nie ma kamer, więc jest tylko słowo kursanta przeciw słowu egzaminatora w przypadku jakiegokolwiek sporu. Osobiście zgłaszałem kilka razy zastrzeżenia do przebiegu egzaminu. Usłyszałem – Idź śmiało! I tak mi uwierzą, bo kasa musi się zgadzać! Co można zrobić w takiej sytuacji? To co ja, czyli zapisać się na egzamin w innym ośrodku, w którym plac manewrowy jest na widoku i chociażby instruktor ze szkoły jazdy, który nas przygotowywał do egzaminu, ma możliwość obserwować co się dzieje. Takie warunki są na moim terenie we Włocławku, czy Grudziądzu. I tam faktycznie „łatwiej” zdać egzamin.

Przytoczę jeszcze jedną sytuację, która miała miejsce właśnie w Toruniu w ośrodku WORD na ulicy Polnej na chwile przed egzaminem. Chcę pokazać, jak to wszystko jest zepsute. Pojechałem na egzamin w butach motocyklowych, a egzaminator mi mówi, że mnie nie dopuści do egzaminu. Zapytany o powód, stwierdził, że mam nieodpowiednie obuwie. Powoływał się na jakieś rozporządzenie (nie potrafił powiedzieć, ani jakie, ani przez jaki resort wydane), w którym rzekomo jest zapis, iż na egzamin z kat. „A” należy się stawić w obuwiu na płaskiej podeszwie oraz ze szurówkami. Inaczej mówiąc muszą być trampki lub adidasy. Na pytanie, czy chce mi powiedzieć, że adidaski są bezpieczniejsze niż specjalnie przystosowane do jazdy motocyklem obuwie, już mi nie odpowiedział. Gdybym nie miał w bagażniku jakichś starych butów to by mnie nie dopuścił, a kasa oczywiście by przepadła, bo wina była po stronie kursanta, czyli mojej. Brak przygotowania do egzaminu. Jak można się domyślić, wtedy egzaminu nie zdałem, co mi zresztą już zapowiedział w drodze na plac manewrowy. Później sprawdzałem zarówno w przepisach, w szkołach jazdy jak i na policji kwestię rzekomego rozporządzenia. Oczywiście nie ma takiego i nigdy niebyło. Cwaniaczek chciał zgarnąć kasę, bez przeprowadzania egzaminu. Pewnie mu się spieszyło do domu, albo na zakupy. Któż go się.

Jak sami widzicie Moi Drodzy cały ten system jest nastawiony na wyciąganie od ludzi pieniędzy i nic innego. Jakoś wszędzie poza Polską łatwiej jest uzyskać uprawnienia do kierowania motocyklem. U nas możesz jeździć pojazdami spalinowymi (czytaj skuterki) bez znajomości nawet podstawowych przepisów ruchu drogowego, bo ktoś na tym zarabia. Na egzaminach również i to nie małe pieniądze. Biorąc pod uwagę, że ów proceder jest uprawiany w świetle prawa w całym kraju tym bardziej to przeraża.

Jak długo jeszcze będzie ta patologia oraz nazwijmy to wprost zorganizowana grupa przestępcza będzie funkcjonować? Obawiam się, że to nigdy się nie zmieni. Trudno się potem dziwić, że niejeden kombinuje i próbuje uzyskać uprawnienia poza granicami kraju.

Na sam koniec dorzucę tylko informację o najnowszym bublu prawnym, który nie oszukujmy się będzie dawał duże pole do nadużyć ze strony psiarni. Mówię tu o idiotycznym i bardzo szkodliwym wręcz przepisie, który zaczął obowiązywać raptem kilka dni temu. Koniec stycznia 2026r. Jest w nim między innymi zapis mówiący, że zgromadzenie 10 lub więcej maszyn w jednym miejscu (brak doprecyzowania o jakie miejsce chodzi, więc może być każde) będzie uznawane za nielegalne. No chyba, że wcześniej zostanie uzyskana zgody od urzędnika. Oczywiście jako sankcja ma być po kilka tysięcy złotych kary dla „uczestników” takiego zgromadzenia oraz kolejne dwa tysiące dla organizatora. Zamysł jestem w stanie zrozumieć, ale w praktyce co to będzie oznaczać? Tylko tyle, że jak podjadę z ekipą powiedzmy w sześć maszyn na stację paliw, aby zatankować i może napić się kawy, a tam będą inni motocykliści lub podjadą w takim samym celu, gdy my będziemy na parkingu, to już łamiemy prawo. Niebieski ludek sobie w takiej sytuacji wyjdzie z radiowozu i wydrenuje nasze kieszenie wlepiając mandaty, bo przecież tak stanowi prawo.

Cóż nam pozostanie? Pojechać na inną stacje, gdy będziemy widzieć, że na jakiejś już stoi kilka maszyn? Czekać, aż odjadą? Paranoja! Zamiast podjechać jak zawsze, przywitać się z innymi motocyklistami, pogadać, mamy traktować się jak trendowaci i unikać nawzajem? To chore, ale miejmy nadzieję, że policja chociaż w tym przypadku będzie potrafiła zachować się przyzwoicie i nie będzie robić problemów, czego Wam i sobie serdecznie życzę!

Byle do wiosny!!!

2 komentarze do “Egzaminy kat. „A””

  1. Эта информационная статья охватывает широкий спектр актуальных тем и вопросов. Мы стремимся осветить ключевые факты и события с ясностью и простотой, чтобы каждый читатель мог извлечь из нее полезные знания и полезные инсайты.
    Получить дополнительные сведения – https://vivod-iz-zapoya-2.ru/

    1. Jako odpowiedź pozostawię tylko tłumaczenie na język polski.

      Ten artykuł informacyjny obejmuje szeroki zakres aktualnych tematów i zagadnień. Dokładamy wszelkich starań, aby przedstawić kluczowe fakty i wydarzenia w sposób jasny i prosty, zapewniając każdemu czytelnikowi użyteczną wiedzę i spostrzeżenia.
      Dowiedz się więcej – https://vivod-iz-zapoya-2.ru/

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry