WOŚP

Witajcie Moi Drodzy! Miałem napisać o egzaminach na prawo jazdy i tej całej patologii z nimi związanej. Szczególnie, jeżeli chodzi o kat. „A”. Nie wycofuję się z tego zamierzenia. Zrobię to w kolejnym wpisie. Wybaczcie, lecz składając ową obietnicę nie spojrzałem w kalendarz. Przez to przeoczyłem fakt, że w ten weekend będzie grała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Z tej okazji piszę kilka słów na ten temat. Zima jeszcze chwile potrwa, przynajmniej według prognoz pogody, więc temat nam nie ucieknie przed rozpoczęciem sezonu.

WOŚP gra już po raz 34. Jestem na tyle stary, że pamiętam początki tego przedsięwzięcia. Wyglądało się niepozornie i bez szans na powodzenie. Mało kto o tym słyszał. Ja natknąłem się na informacje o tym oglądając telewizyjny program na dwójce pod tytułem „Róbta, co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki” prowadzony przez nieznanego zupełnie wtedy Jurka Owsiaka i Agatę Młynarską. W tamtych czasach nie było dużego wyboru programów do oglądania, a dla młodzieży to już w ogóle. Teraz to już zdjęcia archiwalne, ale w programie pokazywano, jak młodzi ludzie chodzili po ulicach Warszawy z czarnymi workami na śmieci, do których zbierali pieniądze od przechodniów. Nie było puszek, serduszek, identyfikatorów. Tylko deklaracja zbierających datki, że to pieniądze dla szpitala na ratowanie dzieci. Patrzyło się na to jak na jakiś heppening. Myślę, że nie tylko ja tak to widziałem. Zdziwienie i powątpiewanie były tymi uczuciami, które się pojawiały. To nie mogło się udać, bo przecież ludzie proszący na ulicy o pieniądze to żadna nowość. Zawsze byli, są i będą. Bezdomni, potrzebujący, pijacy oraz wszelakiej maści cwaniacy, którzy wyciągają rękę po łatwe – cudze pieniądze. Ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich ludzie jednak dawali mniejsze lub większe kwoty. To były miliony, ale wtedy niemal każdy był milionerem. Moim rocznikom przypominam, a młodym podrzucam ciekawostkę. Wtedy bochenek chleba kosztował jakieś 4.000 złotych. Denominacja rozpoczęła się dopiero 1 stycznia 1995 roku.

Coś tak niemożliwego jak WOŚP, co zrodziło się w głowie dziennikarza muzycznego, który wcale nie był jakąś bardzo rozpoznawalną postacią, by nie rzec przeciętniakiem znanym niewielu. Powstało tak wielkie i wspaniałe dzieło. Nie pamiętam kwoty, jaką wtedy zebrano i co za nią kupiono. Nie ma to znaczenia. Jeżeli chcesz sprawdź sobie w internecie. Wystarczy kilka kliknięć. Istotne jest to, że jednak jest w ludziach jest jeszcze dobro i chęć niesienia pomocy.

Wraz z upływem lat inicjatywa ta mocno się rozwinęła, do wręcz niewyobrażalnych rozmiarów o zasięgu ogólnoświatowym. Wszyscy teraz mamy zaszczyt to obserwować i co ważniejsze, możemy w tym uczestniczyć. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt nikogo nie zmusza, aby brać w tym udział. Chcesz to pomagasz, a jak nie to nie.

Od wielu lat w niektórych środowiskach jest prowadzona wielka nagonka i hejt wylewany zarówno na Jurka Owsiaka, jak i na samą instytucję, którą stała się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Chciałbym powiedzieć, że nie rozumiem dlaczego tak jest. Niestety nie mogę. Pomijając moje sympatie, antypatie polityczne oraz światopoglądowe nie da się nie zauważyć, że ci, którzy najbardziej na co dzień krzyczą o konieczności pomocy drugiemu człowiekowi najbardziej opluwają orkiestrę. Mówią piękne słowa o miłości wobec bliźniego. O konieczności ratowania ludzi, bo przecież każde życie jest cenne. Nawet to nienarodzone. A może głównie ono! Plują jadem i nienawiścią. Dlaczego? Bo tylko oni, czyli najbardziej skorumpowana i hipokrytyczna instytucja świata, która zowie się Kościół Katolicki. W kompani ze wszelkiego rodzajami organizacjami mniej lub bardziej upolitycznionymi głoszących poglądy prawicowe. O partiach z prawej strony sceny politycznej nie wspominając. Odpowiedź na pytanie dlaczego jest bardzo prosta i nie wymaga specjalnego wysilania umysłu. Dlatego więc odpowiem dosłownie w dwóch zdaniach.

Po pierwsze to oni mają mieć monopol na miłosierdzie i niesienie pomocy (którą każdy może obserwować na co dzień, więc pozostawię to bez dalszego komentarza).

Po drugie kler niesamowicie boli, że społeczna inicjatywa, stworzona przez jednego człowieka potrafi zmobilizować miliony ludzi do przekazania naprawdę sporej ilości pieniędzy na realną pomoc. Najgorsze jest to, że kościół jest przy tym pomijany. Przecież tylko oni są od tego, aby przyjmować datki i rozporządzać według własnego widzimisię. O przepraszam! Wedle boskiej woli. Wszystko to jest tym bardziej frustrujące dla kleru, że postępuje w trybie galopującym (chociaż wg mnie i tak zbyt wolno) laicyzacja społeczeństwa. Coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, a co za tym idzie coraz mniej pieniędzy ląduje na przysłowiowej tacy. Pozostają im więc tylko i aż gigantyczne środki z własnych mniej lub bardziej legalnych interesów oraz od (nad czym bardzo ubolewam i co mnie bardzo delikatnie mówiąc irytuje) napływ pieniędzy z budżetu państwa, czyli naszych podatków. Tak chętnie przekazywanych od lat przez polityków wszystkich ugrupowań.

Od dawna słyszę i czytam zarzuty stawiane przez przeciwników orkiestry i Owsiaka, że pieniądze są rozkradane i tym podobne bzdury. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego szpitala w Polsce, aby zobaczyć sprzęt oklejony znakiem – serduszkiem WOŚP. Mało tego. Są całe oddziały, budynki, czy nawet szpitale sfinansowane ze środków przekazanych przez ludzi. Dobrowolnie, na szczytny cel. Patrząc na ilość tego wszystkiego, aż strach pomyśleć, jak wyglądałaby nasza „służba zdrowia” bez tego całego wsparcia. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że każdy z nas płaci niemałe składki na służbę zdrowia. Miliardy idą z naszych pieniędzy na system, który jest niewydolny i nie działa. Kolejki do lekarza specjalisty sięgają nie tygodni nawet, a miesięcy i lat. Co się dzieje z tymi pieniędzmi? Co by się działo, gdyby nie wyposażenie szpitali w sprzęt zakupiony przez WOŚP, czyli pieniędzy, które znów dajemy my wszyscy? Mam bujną wyobraźnię, więc tym bardziej boję się o tym myśleć. Przyznam, ze raz czy drugi przemknęła mi przez głowę myśl, aby napisać historię opowiadającą, jak by wyglądał świat, gdyby nie było orkiestry. Odstąpiłem od tego pomysłu, gdyż obraz rysujący się w moim umyśle uznałem za zbyt przerażający, aby podzielić się nim z innymi. A wiecie doskonale, że lubię pisać mrożące krew w żyłach opowieści.

WOŚP to wspaniała inicjatywa, która poza niesieniem realnej pomocy łączy ludzi, w przeciwieństwie do polityki oraz religii. Rozumiem, że są zwolennicy i przeciwnicy. Ludzie są różni i mają prawo do własnego osądu w każdej sprawie. W tej również. Jeżeli nie chcesz pomagać, to chociaż nie przeszkadzaj!

Osobiście jestem wielkim entuzjastą Orkiestry, bo to naprawdę jest realna pomoc. Tego jednego dnia w roku, kiedy gra WOŚP jesteśmy naprawdę zjednoczeni jako społeczeństwo. Nie dlatego, że ktoś nas zmusza, lecz dlatego, że chcemy. Przyznam szczerze, że nie znam drugiej takiej inicjatywy, która by łączyła tak wielu ludzi, w tak szczytnym celu.

Może coś ze mną nie tak, ale niewiele rzeczy napawa mnie dumą. Udział jednak w tym przedsięwzięciu tak. Cieszę się, że mogę uczestniczyć w tym wielkim dziele.

Nie będę nikogo zachęcał do robienia tego samego. Niechaj każdy sam zdecyduje, czy chce pomóc.

2 komentarze do “WOŚP”

  1. Jacek Wilamowski

    Panie Wiktorze,z mojej strony również jest pełne poparcie dla Jurka Owsiaka,za to że uratował i ciągle ratuje życie wielu ludzi .

    1. Jest wielu ludzi, którzy tak samo myślą jak Pan, czy ja i dlatego to wszystko tak dobrze działa.
      Dziękuję za ten komentarz, gdyż wzmacnia moją wiarę w drugiego człowieka.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry