Witajcie Moi Drodzy!
Jest to odwieczne pytanie nurtujące świeżo upieczonego kierowcę. To również wielki dylemat spędzający sen z powiek niemal wszystkim, którzy są w trakcie zdobywania uprawnień do jazdy jednośladem. Jaki motocykl kupić na początek? Odpowiedź na to pytanie wbrew pozorom jest zaskakująco prosta. Pozwólcie jednak, że udzielę jej na końcu tego artykułu
Modeli motocykli, jak i marek oferujących jednoślady jest na rynku zatrzęsienie. I chociaż mogłoby się wielu z nas wydawać niemożliwe, pojawiają się coraz to nowe marki. Na nasz rynek z rozmachem weszli Chińczycy. Od kilku dekad praktycznie na rynku motoryzacyjnym w segmencie motocykli było kilku liczących się graczy, którzy dyktowali warunki. Mówimy tu o markach takich jak Honda, Yamaha, Ducatti, Suzuki, Kawasaki, BMW. Nie można oczywiście zapominać o kreowanych od dziesięcioleci na legendy producentach takich jak chociażby Harley-Davidson, Indian, czy Triumph.
To te firmy przez wiele lat dzierżyły koszulkę lidera rynku i dyktowały warunki, jak ma wyglądać motocykl oraz przede wszystkim ile ma kosztować. Praktyczny brak konkurencji sprawiał, że wymarzona maszyna dla wielu z nas pozostawała poza zasięgiem. Na szczęście funkcjonuje coś takiego, jak rynek wtórny. Mocno zacisnąwszy pasa można było kupić motocykl z tak zwanej drugiej ręki. Jak to kiedyś rzekł mój przyjaciel – dobrze, że są ludzie których stać na zakup nowych motocykli, bo nie mielibyśmy czym jeździć. Ta smutna prawda towarzyszyła całym pokoleniom. Na szczęście sytuacja zaczęła się zmieniać w ostatnich latach. Po pierwsze my Polacy zaczęliśmy wreszcie nieco lepiej zarabiać, chociaż i tak patrząc na pozostałe kraje UE nadal jesteśmy na szarym końcu. Po drugie, jak już wspomniałem na rynek europejski weszli Chińczycy. Według mojej skromnej opinii rozpoczęli cichą rewolucję na rynku motoryzacyjnym. Szczególnie w sektorze motocykli.
Jestem przekonany, że doskonale wiecie co mam na myśli. Z poczucia obowiązku jednak przedstawię swoje spostrzeżenia oraz przemyślenia w tej materii. Nie martwcie się! Nie będzie to nudny wykład, przy którym po drugim akapicie zacznie Wam opadać powieka, a wielkimi krokami zbliżać się będzie drzemka w towarzystwie znużenia 😉
W największym zatem skrócie. W pierwszej dekadzie XXI wieku w sklepach pojawiły się tanie, a przez to dostępne dla wielu skutery, quady i tym podobne sprzęty. Były to lata 2004-2008. Teraz, jak o tym piszę przypomina mi się, że była wtedy moda nakupowanie takowych „zabawek” dla dzieciaków. W owym czasie szał przecież robiły właśnie quady kupowane na tzw. komunie. Były to sprzęty delikatnie mówiąc średniej jakości. Można by rzec jednorazówki, doskonałe właśnie dla dzieci. Mimo, że były awaryjne to cena robiła swoje. Stały się bardzo popularne i chętnie kupowane. Mam wrażenie, że było to tylko badanie rynku przez zmyślnych chińczyków. Wyciągnęli wnioski i po kilku latach powrócili, lecz tym razem doskonale przygotowani. Na przełomie drugiej dekady XXI wieku (lata 2019-2021) pojawiły się na naszym rynku takie marki jak CF Moto, QJMotor, Zontes, czy Benda. Wszyscy podchodzili z dużą rezerwą to motocykli tych marek. Trudno się dziwić. Przez lata pokutowało przekonanie że hasło „chińszczyna” i nie mówię tu o jedzeniu stanowiła synonim badziewia. Ceny jednak były na tyle atrakcyjne, że zaczęły wzbudzać zainteresowanie. Tematem wreszcie zainteresowali się również specjaliści rynku motoryzacyjnego. Szybko okazało się, że oferowane tym razem do sprzedaży maszyny nie mają nic wspólnego z barachłem sprzed lat, a jest wręcz odwrotnie.
W salonach rosnących niczym grzyby po deszczu zaczęto oferować maszyny świetnej jakość. Dbałość o szczegóły oraz osiągi robią wrażenie. Co najważniejsze za połowę, a w wielu przypadkach nawet mniej od ceny, której żądali „starzy” gracze rynku motoryzacyjnego. O tych motocyklach zaczęło się pisać w prasie branżowej oraz w internecie. Pojawiało się coraz więcej opinii. Z początku oczywiście specjalistów, potem również dziennikarzy motoryzacyjnych, którzy otrzymywali możliwość przetestowania owych maszyn. Wyniki, oczywiście subiektywne w kwestii komfortu jazdy oraz atrakcyjności wykonania były zaskakująco pozytywne. Do tego wspomniana stosunkowo niska cena sprawiła, iż coraz więcej zwykłych zjadaczy chleba zaczęło spoglądać z zainteresowaniem na chińskie motocykle. Ja od lat jeździłem na „używkach” i byłem pewien, że nigdy ta sytuacja się nie zmieni. Nie przewidywałem, że kiedykolwiek będzie mnie stać na zakup nowego motocykla.
W 2022 roku zacząłem planować z przyjacielem wypad motocyklowy na Saharę. Pierwszą naszą destynacją była Algieria. Pomysł rzucony w luźnej rozmowie niczym ziarno zaczął z czasem kiełkować. Nie będę Wam opisywał tej historii, gdyż zrobiłem to już pisząc relację z wyprawy do Maroko. https://motopisarz.pl/pormahis-2025-1/
W tamtym czasie jeździłem turystykiem marki Honda. Varadero XL 1000. Fantastyczny motocykl, który doskonale sprawdzał się na długich trasach, a ze względu na swoje rozmiary odczuwałem wysoki komfort jazdy. Mam 193 cm wzrostu i odpowiedni rozmiar motocykla naprawdę ma znaczenie. Szczególnie, gdy robisz kilka tysięcy kilometrów w krótkim czasie. Planując wyjazd poza Europę, zacząłem myśleć o odmłodzeniu sprzętu. „Wiadro” miało skończone już przeszło dwadzieścia latek. Uznałem zatem za zbyt ryzykowne jechać taki kawał świata na takim sprzęcie. Ponadto, gdy sprzedawałem ten motocykl młodemu kierowcy, który dopiero zamierzał rozpocząć przygodę na długich trasach, to licznik wskazywał przejechane ponad 99 tysięcy kilometrów. Z czego ponad 60 tysięcy. było nakręcone przeze mnie 😉
Miałem kilka pomysłów na „nowego” przynajmniej dla mnie turystyka, ale mocno zainteresowała mnie chińska oferta. Pogrzebałem w sieci. Poczytałem. Obejrzałem kilkanaście godzin filmów z testów owych maszyn. Zapoznałem się z niezliczonymi opiniami i postanowiłem się przymierzyć. Rozważałem kilka opcji, lecz ostatecznie zdecydowałem się markę CF Moto. Konkretnie na model 800 MT Explore. Na tą decyzję złożyło się kilka ważnych kwestii. Po pierwsze cena, która jest niestety jednym z głównych decydentów naszych wyborów konsumenckich. Cena nowego motocykla niewiele wyższa niż używanego w przyzwoitym stanie. W podobnych pieniądzach były też inne maszyny do wyboru, lecz akurat CF Moto przypasował mi pod względem wielkości. Siedzi się na nim bardzo wygodnie i nawet po przejechaniu długiego dystansu nie odczuwa się dyskomfortu. Druga ważną składową owej decyzji było wyposażenie motocykla. Bez dodatkowych opłat otrzymałem komplet kufrów aluminiowych. Dwa boczne oraz centralny. Ponadto quickshifter, podgrzewane manetki oraz kanapę. Elektroniczny tempomat, wbudowaną nawigację. Motocykl jest wyposażony w pięć trybów jazdy w tym off road, czy rain oraz wiele innych bejerów niezwykle przydatnych w podróży. W przypadku innych znanych marek musiałbym za takie dodatki słono zapłacić.
Motocykl sprawdza się fantastycznie. Jeżdżę nim już drugi sezon i jestem zachwycony. Poza tym, że trzeba lać paliwo, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Przejechałem nim, jak na razie nieco ponad 16 tys. km po Europie, Afryce oraz Azji. Poleca każdemu, kto ceni sobie komfort jazdy, obsługi, spore oszczędności i nie ma parcia, aby pokazać się z taką, czy inną metką na mieście. Innymi słowy za stosunkowo nieduże pieniądze mam nowy motocykl, z pełnym wyposażeniem. Czego chcieć więcej, by móc zwiedzać świat na dwóch kołach?
Wybaczcie, że odszedłem nieco od tematu, ale teraz na naszych oczach dzieje się rewolucja, o której wspomniałem wcześniej. Gdy weszły chińskie sprzęty w świetnej jakości i jeszcze lepszych cenach, to znane od lat marki nagle potrafią zejść z ceny o 30 %, aby zachęcić klienta do zakupu. Wcześniej się nie dało. Dlaczego? Bo nie było realnej konkurencji. Teraz tracą klientów. „Chińczyki” przejęły w bardzo krótkim czasie około 30 % rynku sprzedaży nowych motocykli w Polsce. Wynik naprawdę imponujący! Oczywiście słychać głosy, że to chińskie g… oraz że liczą się tylko dobrze znane od lat marki. Głosiciele tych opinii swoje zdania opierają głównie na twierdzeniu, że uznawanych przez nich za jedyne prawdziwe motocykle chociażby silniki są doskonałej jakości, a nie jakieś tam chińczyki. I tu widać ich głęboką ignorancję, gdyż silniki do chociażby KTM-a, czy BMW w dużej mierze są produkowane właśnie przez chińskie fabryki. I to od ponad Stąd właśnie powstał pomysł, aby robić całe motocykle pod własną marką, miast tylko części 20 lat. Za kilka lat wiele z tych flagowych na dziś dzień marek może zniknąć z rynku ze względu na konkurencyjność cenową marek takich jak CF Moto, czy Benda.
Wracając jednak do pytania, jaki motocykl wybrać jako pierwszy? Na czym tak naprawdę nauczymy się jeździć. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że w naszym kraju w szkołach jazdy uczy się kursantów zdać egzamin, a nie jeździć. Tej umiejętności muszą się nauczyć już na własną rękę, poprzez praktykę.
Pierwsze pytanie, które musimy sobie zadać wybierając pierwszy motocykl dla siebie to, jak chcemy jeździć? Nie mam tu na myśli odpowiedzi w stylu – szybko, bezpiecznie i tym podobnych. Chodzi o to, czy interesuje nas jazda szybka, po mieście, długie trasy, czy może po lasach i górach?
Jeżeli chcesz zap…. to logicznym wyborem będzie szlifierka, czyli motocykl sportowy. Niewygodny, ale pozwala za to rozwijać szybko spore prędkości i mocno kłaść się w zakrętach. W przypadku, gdy chcesz pojeździć wokół komina w weekendy. Od czasu do czasu zajrzeć na zlot i „pospacerować” w słoneczne popołudnie. Przy okazji mając nadzieję, że wyrwiesz na błyszczący chrom laski, niczym rybę na błystkę kup choppera! Jazda wygodna, bez pośpiechu no i przyciąga uwagę. W większości przypadków innych facetów, którzy marzą o motocyklu, ale nie spełniają marzenia z jakiegoś, często sobie tylko znanego powodu.
Jeżeli z kolei adrenalina buzuje w twoich żyłach i nie możesz usiedzieć na miejscu. Nie boisz się błota, a połykanie kurzu oraz wyciągania połamanych gałęzi z ciuchów i nie tylko to wybierz crossa.
W przypadku, gdy jesteś typem obieżyświata, który uwielbia jak ja, zwiedzać po swojemu to idealny będzie turystyk. Łatwo się spakować na dłuższy wyjazd, a twój kręgosłup nie będzie palił żywym ogniem nawet po przejechaniu tysiąca kilometrów jednego dnia.
W przypadku jednak, gdy masz sporo kasy na zbyciu i nie wiesz co z nią zrobić, a na domiar złego Twoje kompleksy sięgają zenitu to kup sobie Harley’a. Będziesz mógł sobie wtedy zrekompensować to i owo 😉 Tą markę przecież zna każdy, a Ty wreszcie poczujesz się naprawdę męski, słysząc ochy i achy na widok motocykla. Jesteś przecież w tym przypadku jednością ze swoją maszyną, więc jego legenda rozszerza się automatycznie na Ciebie. Dosiadając takiego motocykla możesz uznawać całą resztę Braci Motocyklowej za gorszy sort i ignorować ich na drodze, gdyż nie są przecież godni, abyś na nich nawet spojrzał 🤣
A tak serio. Motocykli jest ogromny wybór. Od lat słyszę od wielkich znawców, którzy nigdy nawet nie siedzieli na motocyklu co masz kupić i jak jeździć. Najczęściej powtarzające się hasła to:
– kup małą pojemność, abyś się nauczył;
– na początek to szosowy;
– na Ninję nawet nie wsiadaj, bo nie ogarniesz i się zabijesz na pierwszym zakręcie!
Mnie też ludzie czasem pytają o coś, by po prostu nawiązać rozmowę. Ile pali? Albo co Pan poleca na początek, bo się przymierzam? I tym podobne pytania. Nim odpowiem zadaję w takiej sytuacji swojemu rozmówcy jedno proste pytanie. A co Ci się podoba? Taki motocykl, jak mój, czy bardziej ten mojego kumpla? Reakcja zawsze jest taka sama. Zaskoczenie, zdziwienie oraz chwila zawahania. Ludzie spodziewają się, ze rozpocznę perorować o tym, jakiż to cudowny jest właśnie mój motocykl i że tylko na takiego warto wsiąść. Jeżeli słyszę, że na przykład chciałbym choppera, bo … – to mówię sam sobie udzieliłeś odpowiedzi.
Zdarzają się też ludzie, którzy zaczynają wtedy wspominać. Za młodu to jeździłem WSK-ą, albo Junakiem. I teraz bym chciał do tego wrócić. Jeszcze inny mówi – Zawsze mi się marzył ścigacz.
Kup zatem taką maszynę o jakiej marzysz! Nie słuchaj innych, którzy ci doradzają! To Twój wybór i Ty będziesz jeździł tym motocyklem. Cokolwiek kupisz pamiętaj, że to nie jest decyzja na całe życie. Jeżeli po jakimś czasie uznasz, że jednak ten motocykl nie spełnia Twoich oczekiwań lub chcesz jeździć inaczej, to zawsze przecież go sprzedać i kupić inny.
Warto jednak nabyć jako pierwszy motocykl ten swój wyśniony, aby później nie żałować, że się nie spełniło swojego marzenia. I to jest właśnie moja odpowiedź na zadane na wstępnie pytanie.
Dokładnie tak było w moim przypadku i nie żałuję. Jako nastolatek zakochałem się z samych zdjęć w Hondzie Shadow. Długie lata chorowałem nie mogąc dosiąść tego motocykla. Nie było mnie najzwyczajniej w świecie stać na zakup takiej maszyny. Nie poddałem się jednak. najpierw uzbierałem kasę na kurs i egzamin na kat. A. Później ciułałem na wymarzoną maszynę. Miałem uzbieraną połowę kwoty, gdy trafił się fantastyczny egzemplarz. Byłem w kropce, ale z dylematu wybawił mnie wuj. Łukaszu, jeżeli to czytasz pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za pomoc. Pożyczył mi brakującą kwotę. Kupiłem ten motocykl, spełniając tym samym marzenie. Zacząłem wreszcie jeździć, a dług oddałem szybciej niż przewidywałem. Pojechałem później tym motocyklem do Grecji. Po powrocie wiedziałem doskonale, że tego typu motocykl niespecjalnie nadaje się na takie wyprawy, więc kupiłem turystyka.
Jak widzicie nie ma większego znaczenia, jaki motocykl wybierzecie na początek. Ważne, żeby w ogóle zacząć jeździć. Potem się okaże, co tak naprawdę każdego z nas kręci najbardziej. Szosa, off road, tor wyścigowy? Spełniajmy marzenia, bo czas ucieka przerażająco szybko. Nie ma nic gorszego, niż się zestarzeć i mieć do siebie pretensje, że nie odważyło się żyć, gdy był jeszcze na to czas.
Życzę Wam wszystkim Moi Drodzy, abyście nigdy nie stali się takimi zgorzkniałymi starcami, mającymi do wszystkich pretensje i żal, że czegoś nie zrobiliście.
Ja wolę żałować, że coś zrobiłem i nie było takie fajne jak mi się wydawało, niż się zastanawiać do końca życia, co by było, gdybym się odważył. W większości wypadków jest lepiej niż się spodziewałem 😉
Z tą piękną myślą pozostawiam Was do przyszłego tygodnia, gdy pojawi się kolejny wpis.
Tymczasem LwG 🤘
