Książka na urlopie, czyli w jakiej formie zabrać ze sobą lekturę?

Witajcie Moi Drodzy!

Sezon urlopowo-wakacyjny w pełnej krasie, a co za tym idzie wyjazdy. Jedni z nas jadą w góry, inni nad morze. Część pozostaje w naszym pięknym kraju, lecz równie wiele osób wyjeżdża za granicę. Ile osób tyle pomysłów na spędzenie czasu wolnego od pracy oraz codzienności.

Nie ma gorszych, czy lepszych wyborów w tej kwestii, gdyż każdy z nas jest inny i potrzebuje odmiennej formy spędzania wolnego czasu. Ja na przykład ładuję baterie szlajając się motocyklem po świecie. Nie jeden z Was z kolei wylegując się na słonecznej plaży 😉 I bardzo dobrze, że tak jest.

Pomyślcie tylko, co by się działo, gdyby każdy człowiek chciał w ten sam sposób spędzić urlop, a co gorsza w tym samym czasie. Wyobrażacie sobie, co by się wtedy działo chociażby na plażach? Dramat to mało powiedziane!

Tak, czy inaczej dla wielu z Was, jak i dla mnie czas wolny, to w jakiejś części czas spędzony z książką w dłoni. Mimo tego, że sam piszę książki kocham je również czytać. Wiem doskonale, że wielu z Was Moi Drodzy tak samo uwielbia taką formę spędzania wolnego czasu. Jak urlop, to obowiązkowo z książką. To przecież kilka chwil, w których wreszcie mamy trochę więcej wolnego, a co za tym idzie możemy nadrobić zaległości w lekturze.

Wszystko super. Niemniej jednak, gdy wyjeżdżamy z domu pojawia się pewien problem. Chodzi oczywiście o bagaż, a raczej jego rozmiar. Kłopot jest znikomy, gdy jedziemy samochodem. W takim przypadku dorzucenie książki w formie papierowej, czy nawet dwóch nie stanowi żadnego problemu. Zawsze znajdzie się trochę miejsca w bagażniku albo na siedzeniu. Gorzej, gdy wybieramy się w podróż chociażby samolotem. W takim przypadku istotny jest już nie tylko rozmiar zabieranego przez nas bagażu, ale również waga, jaką on stanowi. Przepisy lotnicze są w tej kwestii bardzo restrykcyjne. Niezastosowanie się do wymagań przewoźnika, może nas słono kosztować. I to dosłownie!

Podobnie sprawa się ma, gdy wybieramy się na wakacje motocyklem, rowerem lub pieszo. W każdym z tych wypadków liczy się znów nie tylko objętość plecaka, ale również waga zabieranych przez nas rzeczy. Nie ma zbyt dużo miejsca na bagaż, jak w przypadku motocykla lub zachodzi konieczność targania wszystkiego na własnych plecach.

Na szczęście z pomocą przychodzi nam technologia. Aktualnie umożliwiająca ona nam zabranie praktycznie całej biblioteki nawet na drugi koniec świata. Oczywiście mowa tu o małych urządzeniach znanych szerszej publiczności, jako czytniki e-booków. Te małe urządzenia służą praktycznie tylko do jednego. Czytania tekstów. Bateria wystarcza na bardzo długo, a pamięć (pojemność dysku na dane) pozwala, jak już zdążyłem wspomnieć na zachowanie kilku, a może nawet kilkunastu tysięcy pozycji książkowych. Jest to fantastyczne rozwiązanie dla podróżnika, gdyż urządzenie jest małe. Nie zajmuje praktycznie wcale miejsca w bagażu. Waży również mniej niż przeciętna kanapka. Genialne rozwiązanie dla kogoś, kto dużo czyta lub chce mieć możliwość nieograniczonego wręcz wyboru lektur w czasie pobytu poza domem. Nigdy przecież nie wiadomo, czy danego dnia najdzie nas ochota na poczytanie kryminału w cieniu Big Bena, romansu podczas wylegiwania się na trawniku obok wieży Eiffla, czy powieści przygodowej popijając czaj na pustyni Gobi 😉

Czytnik daje nam ogrom możliwości, lecz jak wszystko inne ma również pewne wady. Po pierwsze jest to urządzenie elektroniczne, które jak wszystkie nie lubi wilgoci. W basenie lub na plaży korzystanie z takiego sprzętu stanowi pewne ryzyko jego zniszczenia. Ponadto tekst wyświetlany jest na szklanym ekranie, więc nieostrożne obchodzenie się z tym urządzeniem może skutkować jego uszkodzeniem. Niewątpliwą wadą, a może raczej niedogodnością korzystania z czytnika e-booków jest brak możliwości obcowania z „prawdziwą” książką. Dla wielu osób jest główna przeszkoda do jego używania. Są ludzie, którzy twierdzą, ze książka ma duszę, a tekst na elektronicznym wyświetlaczu odbiera magię opowieści zamkniętej na stronach powieści. No cóż. Coś w tym jest.

Osobiście mam jeszcze jedno małe zastrzeżenie, jeżeli chodzi o korzystanie z czytnika. Otóż chodzi o ekrany typu „paper white”. Z jednej strony fajna sprawa, bo oczy się nie męczą od niebieskiego, ostrego światła. Z drugiej zaś, gdy robi się ciemno niezbędne jest zewnętrzne źródło światła, aby móc kontynuować czytanie.

Prócz typowego czytnika jest jeszcze inne rozwiązanie podsuwane nam przez technologię. Warto je wziąć pod uwagę wybierając się w dalszą podróż. Mam na myśli aplikację na smartfona, dzięki której również można czytać e-booki. Ekran wprawdzie jest mniejszy niż w przypadku typowego czytnika, więc częściej trzeba „przewracać” strony. Ostre światło emitowane przez monitor szybciej męczy oczy. Fakt. Z drugie zaś strony telefon i tak każdy z nas ma zawsze pod ręką. Nie da się temu zaprzeczyć. Korzystanie z takiej aplikacji, ma swoje zalety. Pozwala nam transportować i pilnować jedno urządzenie mniej na wakacjach. Jest to świetne rozwiązanie, gdy chcemy poczytać na przykład tylko w podróży, gdy na przykład lecimy samolotem lub mamy dłuższe przerwy w drodze. Chociażby tak zwane przesiadki. W zależności od kierunku podróży oraz odległości dzielącej nas od celu mogą one stanowić długie godziny. Wtedy właśnie możemy wykorzystać ten czas na pogrążenie się w lekturze.

Ja osobiście najchętniej sięgam po tradycyjną książkę w wersji papierowej, gdy jestem w domu. W podróży korzystam jednak najczęściej z aplikacji w smartfonie. Robię tak dlatego, że jak już zdążyliście się przekonać, moje podróże są dość intensywne. Jestem bardzo mobilny i pokonuję spore odległości. Podróżując motocyklem lub z samym plecakiem nie mam możliwości zabrać zbyt dużego bagażu. Zmuszony więc jestem korzystać z innych rozwiązań, aby nie musieć rezygnować z przyjemności w krótkich chwilach przerwy. Oczywiście mógłbym zabrać w podróż samolotem książkę w ręku, ale co później z nią zrobić? Dźwigać ją przez całą wyprawę i ryzykować, że ulegnie mniej lub bardziej zniszczeniu? Pozostawić, gdzieś na końcu świata, gdzie prawdopodobieństwo, że trafi się jakiś Polak, który na nią natrafi i przeczyta? Zbyt duża doza pozytywnego myślenia, nawet jak na mnie 😉 Zatem w podróż zabieram wersję elektroniczną.

Aktualnie powoli zaczynam przygotowywać sobie nową listę lektur, które mam zamiar zabrać na zbliżająca się coraz to większymi krokami kolejną wyprawę. Dokąd tym razem? Niebawem podzielę się z Wami tą wiedzą, lecz jeszcze nie teraz. Nie chcę psuć niespodzianki 😉

Moi Drodzy, która z opcji jest Waszą ulubioną? Dlaczego akurat na taką, a nie inna się zdecydowaliście? Dajcie proszę znać w komentarzach, gdyż jestem bardzo ciekaw Waszych wyborów, jeżeli chodzi o zabieranie książek na wakacyjne wojaże.

Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wasze komentarze

LwG 🤘

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry