Witajcie Moi Drodzy!
Szczerze mówiąc miałem w tym tygodniu nic nie pisać. Z dwóch powodów. Pierwszy z nich to taki, że nie miałem pomysłu na jakiś sensowny temat. Pisanie czegokolwiek dla samego pisania byłoby marnowaniem zarówno mojego, jak i waszego czasu. Ponadto, co gorsza pisząc bezsensowny tekst po prostu bym was Moi Kochani Czytelnicy po prostu mógł obrazić. Tego bym jednak nie chciał!
Drugi to taki, który każdy z nas odczuwa na co dzień, czyli niedostatek czasu. Jak już ostatnio wspominałem planuję kolejna wyprawę, na którą wybieram się dokładnie 14 października. Jeżeli mnie znacie, czytacie mojego bloga lub śledzicie moje relacje w mediach społecznościowych to doskonale wiecie, że mój styl zwiedzania świata to typowa włóczęga. Planuję z reguły tylko niezbędne minimum, czyli to dokąd jadę. Jaką trasę mam do pokonania. Ile czasu potrzebuję na konkretną eskapadę. Oszacowuję również, jakim budżetem muszę dysponować. Całą resztę łącznie z planowaniem noclegów pozostawiam sobie do ogarnięcia w drodze. Dzięki temu mam pełną dowolność zarówno, co do wyboru kierunku podróży, jaki odwiedzenia lub zwiedzenia pewnych miejsc.
Niestety nie zawsze jest możliwe, aby bawić się w totalny spontan. Tak można robić jadąc swoim pojazdem po Europie. W moim przypadku z reguły jest to motocykl. Tak było chociażby w kwietniu, gdy objeżdżaliśmy z Gośką przepiękną Turcję.
Tym razem na wyprawę wybieram się samolotem. Tak, tak! Z premedytacją cały czas nie piszę dokąd lecę, gdyż nie chcę psuć Wam niespodzianki. Na ten moment mogę, a raczej chcę powiedzieć tylko tyle, że naprawdę będzie ciekawie 😉
Samolot jako środek transportu, gdyż jak się zapewne domyślacie będzie daleko od domu. Z największą rozkoszą pokonałbym tę trasę motocyklem w obie strony, lecz nikt nie da mi kilku miesięcy urlopu. O finansach koniecznych na taką wyprawę na kołach nawet nie wspomnę. Zatem lecę.
O tym, że przed wylotem trzeba ogarnąć bilety lotnicze, wizę i tym podobne drobiazgi nie będę pisał, bo wszyscy o tym doskonale wiecie. Nie będziemy więc zanudzać powielając powszechną wiedzę.
Znacie mnie na tyle, że wiecie, iż nawet podróż samolotem niewiele zmienia w kwestii motocykla. Tak też będzie i tym razem. Najzwyczajniej w świecie wynajmę na miejscu jednoślad i będę zwiedzał. Jak zawsze po swojemu. Planując jednak coś takiego zawsze warto, a nawet trzeba zapoznać się z przepisami prawa w danym kraju, do którego się wybieramy. Otóż tam, gdzie lecę wymagane jest oprócz naszego (europejskiego) prawa jazdy również międzynarodowe. Taki dokument można otrzymać bez większego problemu w starostwie powiatowym. I tu uwaga! Są dwa różne dokumenty o takiej nazwie. Otóż jeden jest wydawany na podstawie konwencji Wiedeńskiej, a drugi konwencji Genewskiej. To dwa różne dokumenty! Nie każdy kraj honoruje oba! Zwróćcie na to uwagę!
Koszt uzyskania takiego dokumentu jest niewysoki, bo raptem 35,00 PLN. Od sztuki. Informacja dokładna, bo dziś płaciłem za wydanie owego certyfikatu. Na jego otrzymanie czeka się maksymalnie 3 dni, gdyż taki jest wymóg ustawowy. Warto sprawdzić, czy w kraju w którym mamy zamiar prowadzić pojazdy mechaniczne, niezależnie od tego, czy swoje, czy wypożyczone wymagane jest takie zaświadczenie. Bez takiego glejtu możemy mieć problemy lub po prostu odmówią nam wypożyczenia sprzętu. Kłopotom zawsze lepiej zapobiegać, niż liczyć, iż nie przydarzy się nam kontrola drogowa oraz mandat.
Można wyrobić oba poświadczenia, lecz warto pamiętać, iż mają ograniczony termin ważności do jednego roku kalendarzowego. Warto zadać sobie zatem pytanie, czy wnioskować o oba dokumenty, jeżeli tylko jeden jest wymagany. Wybierając się do urzędu pamiętaj, że wymagane jest zdjęcie. Zabranie go od razu ze sobą zaoszczędzi ci czasu na cofanie się do fotografa i ponowne oczekiwanie w kolejne do urzędnika.
Jeżeli kwestię dokumentów, przynajmniej tych związanych z możliwością prowadzenia pojazdów mamy załatwioną, to możemy pójść o krok dalej. Mowa oczywiście o sprawdzeniu jakie sprzęty, gdzie i oczywista za jakie pieniądze można wynająć. Nie, to nie jest przesada i marnowanie czasu. Są takie miejsca na świecie, gdzie nie ma możliwości wynajęcia pojazdu bez kierowcy. Zdziwieni? Ja też byłem! Tak na przykład jest w Brazylii. Chcesz pojeździć ich słynnymi Bagi? Nie ma sprawy, ale nie siądziesz za kierownicą. Wynajem pojazdu tylko z kierowcą. Przyznam szczerze, że to jeden z powodów przez który jeszcze nie zawitałem do tego zakątka świata.
Są oczywiście również obszary, gdzie nikt niczego nie wymaga poza zapłatą. Tak jest w chociażby w Wietnamie. Nikt tam nie wymagał ode mnie okazania żadnego dokumentu potwierdzającego jakiekolwiek uprawnienia do kierowania pojazdami. Zapłaciłem i to wystarczyło, aby jeździć jednośladem.
Wypożyczalni pojazdów jest dużo, szczególnie w miejscach, krajach turystycznych, gdyż coraz więcej ludzi decyduje się na taką formę zwiedzania i wypoczynku. Po prostu jadą powiedzmy do Maroko i na miejscu wynajmują samochód. Dzięki temu są niezależni od lokalnych środków lokomocji. Mogą zwiedzać po swojemu i swoim tempie.
Nie ma problemu, gdy wypożyczamy motocykl i oddajemy go nawet po kilku dniach w tym samym miejscu. Komplikacje pojawiają się, gdy chcemy zwrócić pojazd w innym miejscu. Tak właśnie jest w moim przypadku. Firm świadczących usługi najmu motocykli jest od groma. Wybór modeli fantastyczny. Od maluchów typu Vespa, czy inne pierdzidełko po duże turystyki klasy osławionego GS-a. Kwestia ceny najmu. Dzień, tydzień, miesiąc? Mister! No problem! As you wish!
Znacie mnie więc wiecie, że nie chcę jeździć wokół przysłowiowego komina, tylko przejechać kawał świata i to bocznymi drogami. Nie lubię autostrad. Są nudne i praktycznie takie same na całym świecie. Chcę zatem wypożyczyć motocykl w jednym mieście i oddać w drugim oddalonym w tym przypadku o nieco ponad 1600 km. I to już jest nie do ogarnięcia! Szok!!! Znalazłem firmę, która posiada sieć 150 oddziałów w całym kraju. Dwa z nich w miejscowościach, które chcę odwiedzić, więc idealnie. Ale nie da się! Nie rozumiem dlaczego!
Od dwóch tygodni walczę z tematem. Wszędzie mi odmawiają takiej usługi. Już sam podpowiadam, że zapłacę za relokację motocykla. Zakładam, ze może boją się, iż nie biorę tego pod uwagę. Nadal jednak bez sukcesu. Przyznam szczerze, że się nie spodziewałem takich problemów. Z początku planowałem po prostu będąc już na miejscu poszukać jakiejś wypożyczalni i załatwiać sprawę, jak to mam w zwyczaju od ręki dogadując się na miejscu. Coś mnie jednak tknęło i zacząłem sprawdzać w internecie informacje na ten temat. I całe szczęście, bo mam czas na modyfikacje planów oraz wymyślenie jakiejś alternatywy.
Oczywiście nie rezygnuję z tematu. Jak nie uda się załatwić sprawy, tak jak bym chciał, to już przygotowuję sobie plan awaryjny. Polega on na robieniu kilkudniowych „kółek” motocyklem, aby móc oddać sprzęt w miejscu jego wynajmu. Potem wsiadam w pociąg, autobus lub inny środek transportu i jadę dalej. Następnego dnia w nowym miejscu powtarzam schemat. Da się? Da się! Zajmie mi to trochę więcej czasu oraz siłą rzeczy zwiększy koszty, ale co tam.
Zawsze szukam dobrych stron w każdej sytuacji. Przynajmniej się staram 😉 W tym przypadku dopatruję się możliwości zwiedzenia większej ilości miejsc oraz lepszego poznania lokalnego kolorytu. Jak zawsze będzie mnie ograniczać tylko i aż czas. Urlop niestety nie jest z gumy i nie da się rozciągnąć. Poza tym, jak większość ludzi mam ograniczony budżet. Niemniej jednak co zobaczę, co przeżyję to będzie moje i nikt mi tego nie zabierze!
Podsumowując. Można zaplanować dużo więcej, a praktycznie niemal wszystko na cały czas podróży. Ja jednak tego nie robię. Wolę mieć, jak najwięcej wolności i najzwyczajniej włóczyć się po świecie. Chciałoby się powiedzieć, że bez celu, lecz to nieprawda. Nie planując jednak sztywno każdego dnia, a nawet noclegów pozostawiam sobie niemal nieograniczone możliwości. Na rozstaju dróg nie muszę patrzeć na mapę, aby wiedzieć którą drogą podążyć. W takim miejscu zatrzymuję się. Rozglądam. Słucham swego serca, umysłu, ciała oraz pragnień nim kierujących. Czasem autochtoni podpowiadają mi życzliwie – idź tam, jedź tam, bo warto zobaczyć to, czy tamto. Bardzo często tak robię i sami widzicie efekty takiego postępowania na moich zdjęciach oraz filmach. W tym miejscu zapraszam do galerii 😉 https://motopisarz.pl/galeria/
Innym razem z kolei zamykam oczy i niczym mały chłopiec, który nadal jest we mnie, kręcę się w kółko. Gdy stracę równowagę rozwieram powieki i po uspokojeniu błędnika wędruję w kierunku, który ujrzałem. To tak samo, jak jazda motocyklem jest prawdziwą wolnością!
Nic nie muszę! Mogę wszystko!
Z tą myślą pozostawiam Was na najbliższe dni. W wolnej chwili zastanówcie się chwilę nad tym co powiedziałem, a być może przyznacie mi rację i zechcecie spróbować zaznać sami takiego uczucia wolności. Gwarantuję, że jeżeli się tylko odważycie się puścić trzymane kurczowo lejce kontroli, wasze życie zmieni się już na zawsze!
Do następnego
LwG 🤘
